Harry Potter Magical Wand

sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział II cz. I: "Byc wol­nym, to życ zgod­nie ze swym sumieniem. "

 Nadchodził spokojny wieczór, a wśród większości pracowników panowały entuzjastyczne nastroje podsycane świadomością zbliżającej się bitwy. Jednak część osób twierdziła, że zmagania związane z Ruchem Oporu na Kashyyyk mogą tylko osłabić powoli rozwijające się Imperium Galaktyczne, czego wynikiem byłaby utrata dotąd osiągniętych celów. Znowu inni dostrzegali w wojnie szansę na zdobycie awansu czy też szacunku żołnierzy oraz samego lidera, co skutkowałoby lepszą perspektywą na przyszłość. Ashna nie była zwolenniczką wojennych wartości, nie znajdowała szczęścia w zabijaniu obcych dla niej ludzi - nie próbowała nawet doszukiwać się pretekstu, aby zyskać sławę w gronie prostych wojowników. Wszystko zdawało się zmierzać w wyznaczonym kierunku, lecz nieprzyjemne wydarzenia wywarły w niej spore emocje, które porównywała do problemu sięgającego miana wewnętrznej wojny. Trawiły ją wyrzuty sumienia związane z bezmyślnym zamordowaniem porucznika, a przy tym wzbudzające niepokój na następne lata. Utrzymała jednak trzeźwe myśli, które wyrażały prawdę dotyczącą przykrego wypadku - nie chciała zostać skrzywdzona, a tym bardziej tak okrutnie poniżona, albowiem nadal posiadała godność oraz dumę. Wbrew własnym przekonaniom, nie ma prawa przebywać na statku, gdyż swoją porywczością posunęła się do niewybaczalnego czynu, który zaledwie przyczyniłby się do jej  śmierci z rąk nieznanego szturmowca. Wyrok opierałby się tylko na zeznaniach obcych osób dzierżących władzę nad zwykłym robotnikiem, co miałoby znaczenie w dalszym postępowaniu. Ashna czuła wstręt wobec wynaturzonych uczuć, słabości wpływających na niegodziwe reakcje człowieka, a przede wszystkim brzydziła się swojego bezdusznego i bezlitosnego zachowania. Złość przyćmiła racjonalną ocenę zagrożenia, wzburzyła długo budowaną cierpliwość na rzecz okropnych uczynków. Obiecała sobie, że już nigdy nie dopuści do podobnej sytuacji, choćby miałoby to doprowadzić do ostateczności. Ashna przebywała w własnej kwaterze, przygotowując się do nadchodzącego snu. Dzisiejszą noc poświęcała rozmyślaniom o młodszym bracie i matce, wspominając przy tym beztroskie dzieciństwo i nadopiekuńczą postawę rodzicielki. Wielokrotnie powracała do przyjemnych czasów, w których nie zwracano uwagi na drobnostki, mało znaczące sprzeczki czy kąśliwe zaczepki. Pragnęła ponownie zaznać smaku radości z dzieciństwa, przytulić się do ciepłego ciała matki, ucałować blady policzek malutkiego Ardona. — Czymże sobie zasłużyłam na tak surową karę? - zapytała samą siebie, wiedząc, że nie otrzyma odpowiedzi. Nagle uderzyło ją zatrważające zimno, zmuszające do okrycia się cienkim kocem i zaprzestania rozważania nad swoją przeszłością. Przysunęła się bliżej krawędzi łóżka, czując pulsujący ból uniemożliwiający odpowiednie ułożenie tułowia.
Mamo, słyszysz mnie może? - szepnęła łagodnie. — Sporo się zmieniło, w dziwnych okolicznościach znalazłam się na tym przeklętym statku. Nie umiem się przyzwyczaić do panujących tutaj zwyczajów, czuję się wyobcowana. Wierzę jednak, że uda mi się stąd wydostać i może w końcu dowiem się, gdzie jest Ardon. Czy zdołasz mi pomóc?
Otaczała ją nieznośna cisza, która jednak nie zniechęcała dziewczyny. Uniosła nieznacznie dłoń do góry, kreśląc w powietrzu rozmaite symbole. Przygniatało ją poczucie odosobnienia od rodziny, lecz żywiła przeświadczenie, że uwolni się od duszących emocji. Ashna wysiliła się na słaby uśmiech, próbując przywołać obraz Delary.
Ashna miała zaledwie dziesięć lat, lecz wykazywała ogromne zainteresowanie otaczającą ją rzeczywistością. Siedząc przy oknie, obserwowała szybujące statki czy myśliwce, momentami zerkała na migoczące światełka w oknach mieszkańców, które bez przerwy zmieniały swoje kolory. Nie tylko te drobne szczegóły wzbudzały w niej ciekawość do świata; najbardziej wyczekiwała późnej nocy, gdy bez przeszkód mogła wymknąć się z łóżka i podziwiać z dala odległe i niedostępne krainy. Rzucały one delikatny blask na bloki mieszkalne powoli przemieszczając się w obcym dla niej kierunku, pozostawiając za sobą nikłą poświatę, która nieustannie tkwiła w jednym punkcie. Natura stanowiła dla niej trudną do rozgryzienia zagadkę, dlatego codziennie obmyślała plan w jaki sposób zdoła przechytrzyć nieuchwytną dla ludzkiego oka przyrodę.
Ashno, wracaj natychmiast do łóżka - usłyszała pouczający głos matki.
Dziewczynka błyskawicznie odwróciła się w stronę rodzicielki, a na policzki wpełzł intensywny rumieniec. Ostatecznie została przyłapana na potajemnych przechadzkach, więc z pewnością zostanie wymierzona wobec drobna kara.
Nie chcę spać, nie jestem zmęczona - stwierdziła, spuszczając wzrok. Mamo, mogłabyś ze mną trochę posiedzieć? Jest taki ładny wieczór, gwiazdy są wysoko na niebie, a ty mi każesz spać. Tak nie można, to jest złe!
Delara westchnęła głośno, lecz zajęła miejsce obok córki. Teraz już dobrze, kochanie? powiedziała troskliwie, ale zaraz po tym zmieniła swoje nastawienie. Nie możesz tak się wymykać, bo wtedy nie widzę, gdzie jest moje najstarsze dziecko.
Ashna wnikliwie przyjrzała się charakterystycznemu wyglądowi swojej matki. Spostrzegła, że tylko w niewielkim stopniu upodabniała się do starszej kobiety, a tym wyróżniającym się elementem był jasny kolor włosów. Delara była wyjątkowo piękną osobą mającą duże zielone oczy, którymi nieustannie wykrywała przekręty swoich dzieci. Długie blond włosy okalały szczupłą twarz, a ciemna karnacja była przeciwieństwem bladej cery córki. Ashna wnikliwie przeanalizowała wygląd matki, a po długim okresie, odkryła, że Delara ma głęboką bliznę na prawym ramieniu.
Mamo, chciałabym kiedyś być taka jak ty. Spójrz na tę gwiazdę, popatrz jak ona niesamowicie lśni - oznajmiła, wskazując palcem na odznaczające się ciało niebieskie. - Ona jest tak wspaniała jak moja mama!
Delara zaśmiała się cicho, tuląc mocniej ukochaną córeczkę.
Będziesz lepsza ode mnie, od tych gwiazd, a nawet od całej galaktyki. Nikt nie dorówna mojej kruszynce - odpowiedziała dumnie, kładąc pocałunek na czole Ashny. - W końcu i ty znajdziesz swoją gwiazdę, swoje przeznaczenie – szepnęła, nucąc melodię z kantyny.
Ashna zaniosła się cichym szlochem, ukrywając twarz w poduszce. — Czy rozwinęłam się do takiego stopnia, że dorównuję idealnej gwieździe?  - pomyślała z przekąsem. Pojęła, że żadna istota nie przeobrazi się w odrębną jednostkę, nie sprosta ideałowi do którego dzielnie dąży.
 Niespodziewanie do pomieszczenia wtargnęła rudowłosa kobieta, która dobitnie demonstrowała swoją niechęć względem wszystkich ludzi, a zwłaszcza wobec działaczy Najwyższego Porządku. Miewała momenty, w których krytykowała kiepskie decyzje rządzących, ale na potwierdzenie swoich przypuszczeń, przytaczała kilka śmiesznych wypowiedzi, które wychwyciła w trakcie wykonywania swoich obowiązków. Evana nie zaliczała się do opanowanych pracowników, wręcz dobitnie manifestowała swój sprzeciw odnośnie panujących warunków na statku. Kilkakrotnie usiłowała wzniecić bunt przysparzający Imperium dodatkowych problemów, jednakże każda taka próba kończyła się fiaskiem i ostatecznie zdeterminowana kobieta musiała przyznać się do porażki.
— Nie ma spokoju od pracy, no nie ma... - jęknęła, zrzucając brudną kurtkę. - Wiecznie czegoś oczekują, a niczego w zamian nie dadzą. Jak można tutaj mówić o sprawiedliwości, kiedy wykorzystują prostego człowieka jak zwykłego niewolnika — dopowiedziała z wyraźną złością, zajmując miejsce na materacu.
Ashna podniosła się do pozycji siedzącej, przecierając oczy ze zmęczenia.
— Postaraj się tym nie zadręczać, bo nie przyniesie to żadnych skutków. Odpocznij trochę, a zobaczysz, że zdenerwowanie było całkiem niepotrzebne - odrzekła, patrząc jak towarzyszka zaciska palce na pościeli. — Zresztą ludzie nie mają wystarczająco odwagi, aby sprzeciwić się Najwyższemu Porządkowi, a jest to zrozumiałe. W końcu obawiają się o własne życie. 
Evana podniosła się gwałtownie, rzucając dziewczynie gniewne spojrzenie.
— Odpoczynek powiada! - odparła, klnąc szpetnie. - Nieźle sobie to w głowie poukładałaś, bo większych bzdur to jeszcze nigdy nie słyszałam! Jesteś naprawdę tak bardzo zdesperowana sądząc, że ludzie boją się Najwyższego Porządku? — prychnęła pogardliwie, mrucząc niezrozumiale pod nosem.
Ashna otwierała już usta, aby coś powiedzieć, lecz szybko przerwała, widząc jak kobieta przechadza się tam i z powrotem, upewniając się, że nikt nie słyszy ich rozmowy.
— Ludzie pragną tylko władzy, marzą o staniu się kimś wielkim - ciągnęła, utrzymując ten sam niski ton. - Zwykły szturmowiec, nic niewarta szumowina jest w stanie poświęcić swój marny żywot, byleby zadowolić swojego pana, władcy, którego nie obchodzi czy jego żołnierz przeżył czy też utracił wolę walki. Wszystko po to, aby chociaż na moment poczuć smak chwały, nawet kosztem śmierci — skończyła, wyjmując z torby prowiant.  
 Dziewczyna karciła w myślach zuchwalstwo towarzyszki, lecz potajemnie przyznawała jej rację, nawet jeżeli nie potrafiła zdobyć się na sympatię. Na statku panował surowy rygor zaostrzany intensywnym uczestnictwem Najwyższego Porządku w sprawach prostych robotników, na których za nieposłuszeństwo nakładano karę chłosty i umieszczano w odizolowanych komnatach.
— Nikt nie dostrzega prawdziwych wartości - odpowiedziała. — Nikt nie jest maszyną, a poświęcanie życia dla krótkotrwałej sławy nie jest odpowiednim rozwiązaniem. Wśród tego chaosu, człowiek zapomina o najważniejszym - o wrażliwości, dobroci i miłości - mruknęła, przypominając sobie słowa własnej matki. — Czyż to jest warte takiej ofiary? – dodała szybko.
Rudowłosa zatrzymała się w miejscu, mierząc ją przenikliwymi brązowymi oczami, po czym przejechała dłonią po brudnych, tłustych włosach.
— Jesteś jeszcze taka niedoświadczona, taka dziecinna – rzekła zgorzkniale Evana. - Wojna niszczy nawet te najbardziej zakorzenione wartości, ależ co ty możesz wiedzieć... taka młoda, nieświadoma zagrożenia. Bój się dziewczyno, bój się bitwy i ciesz się póki możesz, gdyż wkrótce zasmakujesz krwi własnych przyjaciół i wrogów — dorzuciła, uśmiechając się tajemniczo.
Stale brała udział w różnorakich konfliktach między Imperium a Republiką, na okrągło miała styczność z pokaleczonymi ciałami rekrutów, nieraz obserwowała sprowokowanych do walki żołnierzy czy poranionych wrogów zmierzających pośpiesznie do swoich obozów. Zawsze pamiętała, aby w swoich działaniach kierować się dobrocią, chociaż wysoce w nią wątpiła - jednak zdawała sobie sprawę, że wyłącznie stosując taką metodę ocali istnienie ludzkie. Przez te kilka lat pobierała nauki od Avila, czerpała mnóstwo doświadczenia z jego pouczających lekcji, które najczęściej obejmowały wiadomości na temat medycyny, a niekiedy schodziły na treść przybliżoną do wojny. Zaznajomiła się z podstawowymi formami uleczania, bandażowania i korzystania z pakietów reanimacyjnych posiadających niepowtarzalną jakość. Serdeczność ujawniała swe oblicze tylko w okresie zagrożenia czyjegoś życia, w momentach krytycznej sytuacji, w której decyzje należało podejmować bez dłuższego zastanowienia. Jakkolwiek by to brzmiało, stanowiła nieoderwalną część zespołu, toteż odczuwała wielką dumę i satysfakcję, że po przez swoją determinację dokładała starań, aby chronić kruchą egzystencję śmiertelnika. Czy jednak moje nabyte umiejętności zdadzą się być wystarczające podczas nierównej i krwawej walki? - rozważała, przy czym przypomniała sobie o planowanej ucieczce ze statku. Wzdrygnęła się na samą myśl o opuszczeniu najlepszego przyjaciela, a tym samym skazaniu siebie na wieczną tułaczkę. Kwestią czasu było odnalezienie i wydanie na haniebną śmierć, której nie życzyłaby nawet najgorszemu przeciwnikowi — głównym celem jest umknięcie władzy i kontynuowanie poszukiwań młodszego brata. Miała w sobie wystarczająco dużo siły, aby pokonać przeszkody w zrealizowaniu planu, chociaż mimo chwilowych słabości, wiedziała, że podoła czyhającemu niebezpieczeństwu.
— Poczułaś się urażona? - usłyszała kąśliwą uwagę Evany. - To było tylko pouczenie i ostrzeżenie. Miej się lepiej na baczności, gdyż teraz będziesz uważana za prawowitego wojownika Imperium Galaktycznego. A wierz mi czy nie, Generał Hux nie toleruje zdrady lub odmowy wypełnienia rozkazu. Zabijesz nawet, jeżeli będziesz przyparta do muru i bez możliwości ratunku, a wtedy dopiero przejrzysz na oczy — prychnęła ironicznie, świdrując wzrokiem niewzruszoną postawę Ashny.
— Twoja troska jest niepotrzebna – wycharczała, wstając na równe nogi. – Potrafię zadbać o siebie, w przeciwieństwie do innych. Nie musisz się martwić, wiem co do mnie należy, ale z pewnością nie jest to okrutne katowanie wroga. Nie mam zamiaru przyczyniać się do mordowania, nawet gdybym została do tego przymuszona. Myśl sobie, co chcesz, ale nie mam nawet najmniejszej chęci na zmianę swojego zdania — zakończyła drżącym głosem, cofając się pamięcią do potwornego uczynku.
 Evana zrobiła jeden głęboki wdech, po czym zmarszczyła brwi.
— W takim razie jesteś głupia niczym Gizka. Nie nadajesz się, aby tutaj przebywać, wracaj lepiej na te pustkowie, szukaj dalej swojego nieszczęsnego brata. Nie sądziłam, że jesteś aż tak bardzo tchórzliwa, żałosna i słaba. Nie pragniesz zmian? Wciąż tylko ta rodzina, ta beztroska, której już nigdy nie doznasz. Ganiasz za czymś, czego od dawna nie ma – święty czas, aby się obudzić, zanim będzie za późno. — odpowiedziała zirytowana, przy czym intensywnie gestykulowała.
 Ewidentnie pozornie spokojna rozmowa przeradzała się w burzliwy spór, który zdawał się być nieunikniony Ashna poczuła zaciskające się na sercu zimne palce strachu, a na czoło wstąpiły niewielkie strużki potu spowodowane nieoczekiwanym wyznaniem prawdy. Pod wpływem przytłaczających emocji, zaczęła zaciskać dłonie w pięści i podgryzać wnętrze prawej strony policzka. Pluła sobie w brodę, że z taką łatwością zaufała złudnej dobroci Evany, którą otoczyła ją w momencie życiowego utrapienia — w chwili zniekształconego światopoglądu, utraconego poczucia rzeczywistości, czy typowego zaniku poczucia własnej wartości.
— Może i jestem głupia, lecz nie mam tak zepsutego wnętrza. W tobie nie ma niczego szlachetnego, niczego sobą nie reprezentujesz. Co z tego, że domagasz się równego traktowania, skoro nawet nie potrafisz uszanować zdania innego człowieka. Kpisz ze mnie, wykorzystujesz moje dawne błędy, aby mnie zranić i przekonać do czynienia powinności. Pamiętaj, że to nie ty decydujesz o moim życiu, zrobię z nim co chcę, nawet jeżeli tobie się to nie podoba — wysyczała jadowicie, lustrując ją od góry do dołu.
Evana przybliżyła się na niebezpiecznie bliską odległość, a zaraz potem wykonała niespodziewany ruch, całkowicie dezorientując przeciwniczkę.
— Wiem, co chcesz zrobić, dziecinko, ale nie myśl, że to się uda. Obserwuję Cię od dłuższego czasu, znam każdą twoją tajemnicę, nawet tą, którą tak nader wszystko próbujesz ukryć — wyszeptała wprost do ucha przerażonej dziewczyny. — Tak, właśnie tak. O to chodziło, masz się bać, strach ma cię obezwładniać. Poczujesz czym jest prawdziwe cierpienie…
 Dziewczyna stała nieruchomo, czując mocno łomocące serce w piersi. — Kim jest naprawdę ta kobieta? — zadała sobie pytanie, nie mogąc na nie odpowiedzieć. Słowa, które wypowiedziała wzbudziły w niej otępienie, a złość którą się kierowała, nagle zniknęła. Szalejący w niej ogień przygasł, zastąpiła go zimna, niemalże lodowata pustka. Przeniosła ciężar ciała na lewy bok, po czym szeroko rozchyliła usta, wpatrując się tępo w usatysfakcjonowanego nieprzyjaciela. Szok zmieszany z niedowierzaniem zmroził wolę walki, chęć sprzeciwienia się natrętnej kobiecie — została na moment pozbawiona dumy, wewnętrznej potrzeby uzasadnienia. Słyszała tylko kuszący szept, który namawiał do ucieczki, do porzucenia znośnego życia. Pragnienie odczuwała całymi swoimi zmysłami, pałała namiętnością do utraconej wolności oraz swobody.  Evana znała jej skrupulatnie skrywany sekret, co spotęgowało silniejsze wyrzuty sumienia, choćby w wyniku morderstwa mężczyzny. Nienawiść nie przejęła kontroli nad umysłem i ciałem, wręcz została zepchnięta na bok — pojawił się upragniony spokój, wyciszenie, a nawet obojętność.
— Nie sprowokujesz mnie — odpowiedziała okrutnie drwiącym głosem. — Nie boję się konsekwencji. Możesz zrobić co chcesz z tymi bezwartościowymi informacjami, wydaj mnie Najwyższemu Porządkowi lub sama wyznacz mi karę. Jednak nigdy nie odbierzesz mi godności czy szansy na lepszą przyszłość. Moje życie nie skończy się na poddaństwu twojej żenującej osobie —  zaznaczyła, wskazując na nią ostrzegawczo palcem.
Evana zaśmiała się szyderczo, wnet szybko położyła brudne dłonie na kościstych ramionach rywalki.
Już to zrobiłaś, moje drogie dziecko.
 Ashna jęknęła cicho, czując znajomy, pulsujący ból w okolicach skroni. Natychmiast odsunęła się na bezpieczny odstęp, wyrywając się ze srogiego uścisku Evany. Zawroty głowy uniemożliwiały prawidłowe funkcjonowanie — uczucie powracało w trakcie trudnych warunków, lecz w dalszym ciągu stawało się szalenie dokuczliwe, niemalże doprowadzało do szewskiej pasji.
— Muszę się dostać do Avila — szepnęła sama do siebie, mając nadzieję, że przyjaciel znajdzie sposób na rozwiązanie problemu.
 Kolejny raz wsłuchała się w głos własnego instynktu, który zalecił bezzwłoczne opuszczenie kwatery. Teraz widziała przed sobą oblicze porucznika, istnienie, które zgasiła jednym zapalczywym ruchem dłoni — była odpowiedzialna za jego śmierć. Nieprzerwane wyrzuty sumienia nękały bezbronny umysł, kaleczyły i skuły niczym żelazo. Dookoła siebie widziała nie tylko martwe ciało Garyla, lecz również własnej matki, ukochanej dobrotliwej kobiety. Dodatkowym utrapieniem były ujawnione tajemnice, skrzętnie maskowane, których niebywale się wstydziła.  
— Zamierasz się wymigać? — powiedziała rozbawiona. — Uciekaj gdzie chcesz, ale wiedz, że wszędzie znajdę twoją tchórzliwą twarz! — krzyknęła, a uśmiech przeistoczył się w paskudny grymas.
Ashna ostatkami sił wybiegła z pomieszczenia, oddychając głęboko. Korytarz wiódł bezpośrednio do sektora dziewiątego powiązanego z produkcją droidów i maszyn wojennych, dlatego też bez zastanowienia pomaszerowała w obranym kierunku. Wielokrotnie mijała patrolujących szturmowców czy też pogrążonych w rozmowach pracowników pochodzących z niższych działów, lecz nie zwracali oni specjalnej uwagi na przestraszoną dziewczynę. Szybkie tempo ułatwiło swobodne pokonanie wyznaczonej trasy — szerokim łukiem omijała podporuczników czy oficerów, którzy taksowali wzrokiem jej zlęknioną twarz. Nie poczynili jakichkolwiek gestów, aby ją zatrzymać, co sprawiło, że zaczęła nabierać podejrzeń. Co jeżeli oni nadal niczego nie odkryli? — zadała sobie pytanie, wytwarzając w głowie dziwne myśli. Nareszcie stanęła przed komorą przeznaczoną dla konstruktorów, przeoczyła jednak stojącego obok szturmowca.
— Wskaż identyfikator — powiedział, a jego głos był zdeformowany przez modulator.
Drżącymi dłońmi sięgnęła do kieszeni, wyjmując elektroniczną plakietkę. Wcześniej została ona użyta w celu dostarczenia broni porucznikowi, w rezultacie zamiast wykonać polecenie, dokonała zbrodniczego czynu.
— Możesz wejść.
 Zaraz po przekroczeniu progu, uderzył ją przytłaczający zapach stopionego żelaza oraz miedzi. Pomieszczenie było słabo oświetlone, raptem nikła poświata rzucała światło na sylwetki zapracowanych robotników. Pośród rzędów niewykorzystanych droidów medycznych, można było spostrzec wejście wiodące do ładowni, w której testowała blastery. Nieraz po zakończonej zmianie, wracała do określonego punktu, aby choćby na moment zapomnieć o samotności. Szukała wzrokiem przyjaciela, lecz wśród hałasu i nieokiełznanego bałaganu, nie potrafiła namierzyć postury ciemnoniebieskiego Twi’leka.  
— Ashno, co ty tutaj robisz?
 Niezwłocznie obróciła się w przeciwną stronę, odnajdując wzrokiem Avila. Odziany był w kombinezon, który oddawał mocną budowę jego ciała. Był on rzeczywiście bardzo wysoki, gdyż mierzył prawie metr osiemdziesiąt. Jego lekku spoczywały na szerokiej piersi i otaczały potężny kark i ramiona. Oczy lśniły jasnym blaskiem, odbijając pełgający płomień w buchającym piecu. Wizyta przyjaciółki nie była dla niego niespodzianką — niejednokrotnie ugaszczał ją w swojej kwaterze, a jak nie było takiej możliwości, to zapewniał jej komfort pośród ewidentnego zamętu.
— Nie potrafię zasnąć, mam straszne bóle głowy. Nie umiem tego znieść, ileż też można! — powiedziała, wypuszczając głośno powietrze. Pominęła fakt kłótni z lokatorką, gdyż nie chciała obciążać druha swoimi żałosnymi problemami.
— Udaj się do sektora medycznego, nie możesz dłużej z tym zwlekać. Wszystkie możliwe opcje zostały wyczerpane, a tobie nadal to nie przechodzi — odpowiedział z westchnieniem, odwracając się do niej plecami. — Zbliża się wojna, nie możesz nadwerężać swojego zdrowia. Pomyśl o tym. — dorzucił, odkładając część wyposażenia robota na drugą stronę.
 Ashna przygryzła dolną wargę, patrząc w milczeniu na Avila. Znała go wystarczająco dobrze, żeby stwierdzić, że jego zachowanie uległo drastycznej zmianie. Uleciała z niego radość, a na jej miejsce wstąpiła bierność, ale również niewytłumaczalny smutek. Momentalnie zapomniała o swoich kłopotach, a zamiast tego skupiła się na zmartwieniu towarzysza. Przysunęła się do niego, po czym pomału ułożyła swoją dłoń na jego barkach.
— Coś jest nie w porządku, a ty w ogóle nie chcesz mi niczego zdradzić. To nie daje Ci spokoju, przecież widzę… — szepnęła wystarczająco cicho, żeby nikt pozostały nie słyszał rozmowy. — Śmiało, nie krępuj się. Bo inaczej naślę na ciebie wielkiego ostroszczura! — zaśmiała się, zaraz potem klepiąc go po plecach.
Avil wysilił się na słaby uśmiech. Stał przygarbiony, ze skulonymi ramionami, pozbawiony wewnętrznego entuzjazmu. Ostrożnie rozkładał poszczególne elementy obudowy robota, co jakiś czas zerkając na elektroniczny panel wyświetlający projekt konstrukcji maszyn.
— Obawiam się, że nie ucieszysz się z tych wieści — przemówił poważnie, zbierając ze stołu przepalony rdzeń. — Pewnie już słyszałaś o morderstwie porucznika, prawda? — mruknął, ruszając w kierunku brzęczącego droida, a za nim podążyła Ashna.
— Tak, słyszałam — wymamrotała, czując nieprzyjemny skręt żołądka.
— Wczoraj wieczorem przesłuchiwano podejrzanych. Najwyższy Porządek nie próżnował, brali każdego kto się nawinął tamtego pamiętnego popołudnia. Przeszukiwali praktycznie każdy sektor, szukali dowodów pozostawionych przez zabójcę, a gdy takowe znaleźli, od razu też dorwali potencjalnego winowajcę. Początkowo zastanawiałem, kim jest ta osoba, lecz szybko zbagatelizowałem sprawę, sądząc, że sytuacja zdoła się wyjaśnić. Ashno… słyszałem w nocy kobiece krzyki, lecz milczałem, tak bardzo milczałem, że chyba już nie słyszałem własnych myśli! — ciągnął, wyczuwalnie przerażony.
 Dziewczyna czuła gromadzące się łzy w kącikach oczu, a niespodziewana fala gorąca uderzyła w czuły punkt. — Ja… tak mi przykro… — odpowiedziała skruszona, zatrzymując się po środku sali. Wyrzuty sumienia, które tak starannie zagłuszała, ugodziły ją prosto w serce, raniąc tak mocno, że ledwie utrzymywała się na równych nogach. 
Avil krążył po pomieszczeniu, układając komponenty. Zignorował słowa przyjaciółki, gdyż sam usiłował pogodzić się ze sobą dwa sprzeczne uczucia — troskę oraz gniew. Niedawno przeżył traumatyczne zdarzenie, które diametralnie odbiły się na jego samopoczuciu, teraz na nowo został wystawiony na próbę własnych możliwości.
— Wiesz kim była ta kobieta? — rzekł po krótkiej chwili milczenia. — Ona była moją podporą, moją jedyną nadzieją. Ashno, jej ciało było poszarpane, tak bardzo zakrwawione, że tylko przez charakterystyczną broszkę rozpoznałem, że była to Liara, te małe, niewinne dziecko — wyszeptał przez łzy, które swobodnie spływały po jego policzkach.
 Ashna zrobiła się blada niczym kreda, a w głowie intensywnie zaszumiało. Liara była najmłodszą członkinią statku, najbardziej żywiołową i pozbawioną strachu. Niejednokrotnie sprawiała mnóstwo nieprzyjemności poszczególnym pracownikom, lecz nigdy nie została złapana na gorącym uczynku. Tęskniła za domem na Coruscant, za zapachem lasów czy kwiatów, wspominała również pozostałości Tęczowego Mostu i piękno Wieży Aquala. Liara została sprzedana przez ojca alkoholika, którego nie było stać na opłacenie kredytu zaciągniętego w sferze górniczej. Ciągle marzyła o powrocie do zatroskanej matki oraz młodszego kuzyna, a te skromne życzenia rodziły w niej niezłomną nadzieję na przywrócenie dawnego ładu.
— Nie, to niemożliwe — wyszeptała zdruzgotanym tonem. — To nie mogła być ona… wszyscy tylko nie ona, błagam tylko nie ona… — dodała, upadając na kolana.
Twi’lek pochylił się nad zrozpaczoną powierniczką, tak, że prawie stykali się czołami.
— Ashno, powiedz mi teraz szczerze — zatrzymał na moment, aby zaraz kontynuować. — Czy miałaś coś wspólnego z morderstwem tego bydlaka?
 Otrząsnęła się z nieplanowanego szoku, patrząc zamglonymi oczami na kamienną twarz Avila. Dopiero po krótkiej chwili zrozumiała sens zarzuconego pytania, na które zareagowała jeszcze głośniejszym wybuchem płaczu. Każdy, kto był bliski jej sercu, umierał w niejasnych okolicznościach, czasami z powodu nagłej choroby, a niekiedy w wyniku bestialskiego morderstwa. Czy to ma jakikolwiek sens? — rozmyślała, walcząc ze swoim umysłem. Na moment zatraciła poczucie rzeczywistości, a jej myśli dryfowały po nieznanej przestrzeni. A kim ona była? Zwyczajną morderczynią, kobietą bez skrupułów i zasad moralnych. Postawiono jej wyzwanie, które kolidowało z poprzednimi zwyczajami. Musiała odrzucić samolubne pragnienia, aby chronić przyjaciół, a przede wszystkim swoją duszę przed zatraceniem.
— Nie, nie miałam z tym nic do czynienia — łgała, siląc się, aby brzmieć wiarygodnie. — Byłam wtedy już w swoim pokoju razem z Evaną.
Avil zaoferował jej pomocną dłoń, którą natychmiast przyjęła. Poderwała się do góry, strzepując kurz z ubrania. Po raz pierwszy odważyła się okłamać najbliższą osobę, zwykle nie pochwalała takiego postępowania, aczkolwiek położenie, w którym się znajdowała wymagało dokonania tak absurdalnej decyzji. Prędzej czy później, Najwyższy Porządek wywęszyłby spisek, a skutkiem byłaby niefortunna śmierć Avila.
— Dobrze, że to nie byłaś ty — wymamrotał, wznawiając pracę. — Mam pewne podejrzenia, lecz nie są one warte rozpowszechniania. Jestem przekonany, że Liara nie popełniła takiej zbrodni, ktoś maczał w tym swoje obślizgłe paluchy — uzupełnił, krzywiąc się nieznacznie.
Ashna przetarła oczy ze zdumienia. Powoli zaczęła się gubić w natłoku wydarzeń.
— Też czuję, że tego nie zrobiła… — powiedziała ledwie ruszając ustami. — Była cudownym dzieckiem, nie zasłużyła na takie traktowanie. — Avil… - zaczęła. — Nie chcę, abyś się smucił. Wszystko się ułoży, jestem co do tego przekonana. Liara na zawsze zostanie w naszych sercach, nigdy nie wymażemy jej ze wspomnień.
 Avil nadal milczał, ale Ashna była pewna, że te słowa zadziałały kojąco. Podjęła się trudnego zadania, a jeden nieprzemyślany krok przysporzyłby mnóstwo konsekwencji. Przyrzekła sobie, że zacznie strzec przyjaciela, nawet kosztem własnego szczęścia.
__________________________________________________
 Ashna przemierzała długie korytarze statku Finalizer, zważając na to, aby nie natrafić na grupę szturmowców. Od kilku godzin powinna odpoczywać we własnej kwaterze, tymczasem włóczyła się po każdym sektorze, szukając dogodnego miejsca, w którym mogłaby poukładać myśli. Evana stanowiłaby zbyt duże zagrożenie, mogłaby narazić ją na utratę kontroli, czego wolałby uniknąć. Nie znalazła porozumienia ze swoimi myślami, a tym bardziej z dokuczliwymi wyrzutami sumienia, które zżerały ją od środka. Lekkomyślnym postępowaniem wywołała chaos, pozbawiła życia niewinną dziewczynkę, którą darzyła szczerą sympatią. Ashna nie miała ochoty istnieć, żałowała, że się urodziła, gardziła sobą. To ja powinnam umrzeć, a nie Liara — powiedziała sama do siebie. Podążała wyznaczoną trasą będącą blisko kokpitu, komór więziennych oraz sali obrad. Zazwyczaj tymi ścieżkami maszerowali żołnierze, pracownicy sektorów czy prości najemnicy, jednak ze względu na okoliczności związane z przygotowaniem do wojny, przejścia lśniły pustką. Odetchnęła z ulgą, po czym skręciła w prawo — nieznana energia wiodła ją bezpośrednio w kierunku sali obrad. Nagle stanęła jak wryta, a serce przyśpieszyło rytmu — przed sobą widziała kilka postaci, a w tym dwie niezwykle charakterystyczne.
 — Najwyższy Przywódca rozkazał umocnić barierę statku — usłyszała zdeformowany głos mężczyzny w czarnej, wielkiej masce. — Radziłbym jak najszybsze wypełnienie polecenia, generale. Nikt nie chciałby być świadkiem twojej klęski.
Mężczyzna obok stał niewzruszony, trzymał w dłoniach datapad, w którym notował ważne informacje. Wzrostem przypominał jej przyjaciela, lecz wyglądem upodabniał się do męskiej wersji Evany. Włosy miał starannie zaczesane na jeden bok, a bogato ozdobiony strój, wskazywał na to, że prawdopodobnie jest to Generał Hux. Widziała go tylko raz i to jeszcze w momencie przyjmowania rekrutów na statek Finalizer.
— Pilnuj swoich spraw, Ren. Pracownicy nie nadążają za naprawą szkód wyrządzonych przez niestabilnego emocjonalnie rycerza. — odpowiedział surowym tonem, nie odrywając wzroku od przedmiotu. — Bariery statku zostały już dawno umocnione. Osobiście przekażę Najwyższemu Przywódcy raport z postępów nad przygotowaniami do bitwy. 
Ashna zakryła usta dłonią, a panika wzrosła do takiego stopnia, że ledwie łapała oddech. Kylo Ren był dowódcą Najwyższego Porządku, uczniem Najwyższego Przywódcy Snoke. Znany był z specyficznego miecza świetlnego, agresywnego stylu walki oraz unikatowego stroju wraz z czarnym hełmem. Mężczyzna był nieobliczalny, a w połączeniu z jego domniemaną  mocą, stanowił poważne niebezpieczeństwo dla środowiska. Ashna poruszyła się niespokojnie, wstrzymując oddech — między nimi zapadła sroga cisza, co mocno zatrwożyło dziewczynę. Powoli wycofywała się z wąskiego przejścia, mając bardzo złe przeczucia.
— Ktoś tu jest — zareagował Kylo Ren, robiąc kilka kroków do przodu. — Wyczuwam czyiś strach, ktoś się bardzo boi — powiedział, wyjmując z boku szaty miecz świetlny, po czym szybkimi krokami ruszył w stronę bezbronnej Ashny.  

_______________________________________________
   Planowałam dodać rozdział dopiero po maturze, lecz stwierdziłam, że podzielę go na części, aby ułatwić czytanie i zrozumienie fabuły. Osobiście jestem zadowolona z napisanego tekstu, ale mam wątpliwości, co do poprawności. Rozdział jest niepoprawiony, więc z góry przepraszam z ewentualne błędy czy brak logiki w opisach. 
  Część druga pojawi się troszeczkę później, nie wiem dokładnie kiedy. Stawiam, że za dwa lub trzy tygodnie powinien zostać opublikowany nowy rozdział. Polecam również wsłuchanie się w nową playlistę, może kogoś zainspiruje.  


* Kolejny rozdział pojawi się dopiero pod koniec maja. Powodem jest matura, lecz również dodatkowa praca. 

5 komentarzy:

  1. Nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że dodałaś rozdział *0* Gdybyś zobaczyła mnie w akcji jak piszczałam z radości :D
    Mina rodziców bezcenna XDD
    Niech moc będzie z tobą! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, cieszy mnie to, że tak bardzo się radowałaś :)
      Z tobą również. Pisz tam opowiadanie :)

      Usuń
  2. Ashna narobiła sobie kłopotów, a za jej błędy zapłacił ktoś inny... A teraz jeszcze jest bliska wykrycia i schwytania przez Kylo Rena... No, ciekawa jestem jak to się dalej potoczy. I co z przyjaźnią Ashny i Avila? Po czymś takim, jeśli wyda się, że skłamała, może ją utracić na zawsze.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz.
      Tak, Ashna narobiła sobie mnóstwa kłopotów, co będzie miało swoje skutki. W kolejnych rozdziałach wszystko powinno się wyjaśnić, taką mam nadzieję.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Na statku niby to panuje "surowy rygor", ludzie obawiają się o własne życie, a wielokrotna przywódczyni buntów chodzi sobie wolno, bez żadnych problemów i głośno narzeka na swoją pracę? Gdyby Najwyższy Porządek był takim strasznym miejscem, jak sugerujesz, to Evana po pierwszej próbie buntu zostałaby wypchnięta przez śluzę. A tutaj co? "Musiała przyznać się do porażki". Ten Najwyższy Porządek jest sympatyczniejszy niż niejedna korporacja.

    A poza tym im bardziej starasz się obrzydzić czytelnikom Evanę, tym bardziej jej kibicuję. Ona przynajmniej nie boi się głośno wyrazić swojego zdania (jak widać, nie grozi to żadnymi konsekwencjami) i walczyć o to, co uważa za słuszne. Nie to co Ashna, która tylko chowa się po kątach.

    OdpowiedzUsuń